Polityka Świat Wikileaks

Polityczna burza i zagrywki pokerowe — czyli o tym jak nowe dowody w sprawie serwera Hillary Clinton zmieniają sytuację tuż przed wyborami

Wczoraj, niczym grom z jasnego nieba media obiegła informacja, że dyrektor FBI – James Comey w liście do kongresu oznajmił, że w związku ze śledztwem toczącym się w innej sprawie uzyskano dostęp do maili, które mogą mieć wpływ na wynik śledztwa dotyczącego serwera Hillary Clinton.

Ową inną sprawą jest pedofilski skandal, który kilka dni temu wybuchł kiedy ujawniono, że były mąż Humy Abedin – Anthony Weiner wysyłał nieprzyzwoite zdjęcia i wiadomości do 15-letniej dziewczynki. Na tej podstawie FBI skonfiskowano wszystkie komputery podejrzanego – a na nich z kolei odkryto tysiące spośród wiadomości wcześniej wypalonych z serwera Hillary Clinton.

Może więc jest zwykłym przypadkiem, że akurat teraz FBI uzyskało dostęp przynajmniej do części skasowanych wcześniej maili. Może też jednak być tak, że rzecz jest bardziej skomplikowana niż się z pozoru wydaje i niż media donoszą.

Wiele źródeł informuje, że skasowane maile są w posiadaniu NSA – co oznacza, że FBI od samego początku mogło z łatwością mieć do nich dostęp. Jednocześnie Wikileaks jak i hakerzy zgodnie twierdzą, że już niedługo maile te zostaną ujawnione, że wszyscy dowiemy się co ma na myśli Hillary Clinton, gdy twierdzi, że pisze „o lekcjach jogi”. James Comey mógł więc być postawiony pod ścianą – jeśli treść maili zostałaby ujawniona, przy równoczesnym potwierdzeniu, że FBI od początku miało dostęp do wszystkich maili z serwera – musiałby on ponieść poważne konsekwencje niedopełnienia swoich obowiązków. Sprawa Anthony’ego Weinera może być więc tylko wygodną wymówką.

Ciekawa wydaje mi się też inna interpretacja – jakoby James Comey wszystko zaplanował i rozegrał ową sytuację w pokerowym stylu.

Tuż po rozpoczęciu śledztwa przez FBI w sprawie serwera Hillary Clinton, dziwnym zbiegiem okoliczności mąż kandydatki na prezydenta – Bill Clinton spotkał się w samolocie z prokurator generalną Stanów Zjednoczonych – Lorettą Lynch by, jak to określił, „porozmawiać o wnukach”. Już wtedy wiele osób twierdziło, że cokolwiek FBI by nie odkryło, sprawa skasowanych maili zostanie zamieciona pod dywan, jeśli Loretta Lynch odmówi postawienia Hillary zarzutów. James Comey powiedział więc, że o tyle o ile Clinton skłamała w każdym aspekcie sprawy, o ile niewątpliwie dopuściła się ogromnego niedbalstwa, które mogło realnie zagrozić bezpieczeństwu państwa, to on nie widzi wystarczających podstaw by postawić zarzuty. Pytana później przed kongresem Loretta Lynch o to, dlaczego nie postawiła kandydatki na prezydenta w stan oskarżenia odparła, że „postąpiła zgodnie z rekomendacją szefa FBI”. James Comey wiedząc, że prokurator generalna mogła wcześniej zawrzeć odpowiedni układ współpracy z Clintonami mógł więc nie stawiać zarzutów od razu, na flopie, a zamiast tego zablefować po to by zgarnąć wszystkie chipy ze stołu na riverze. Bo czy skoro wtedy Loretta Lynch, według jej własnych słów, postępowała zgodnie z rekomendacją szefa FBI, to czy nie powinna podobnie postąpić teraz, w razie ewentualnej zmiany rekomendacji?

Niezależnie jednak od interpretacji, od tego czy James Comey stara się teraz ratować własną skórę, czy też rozegrał wszystkich według własnej strategii – informacja o dostępie FBI do nowych maili uderza niczym piorun w sztab Hillary. A jeśli widzisz błyskawicę, to wiedz że niedługo będzie grzmieć – skasowane maile ujrzą światło dzienne.

Więcej na ten temat dowiesz się z tekstu „Umarły media, niech żyją media!” http://przeczywistosc.pl/umarly-media-niech-zyja-media/